Historia pewnej winorośli

Pocket

Zawsze lubiłam siać fasolę na balkonie, miewałam też wilec, którego śliczne kwiaty otwarte są tylko rano, jednak ozdobą są także liście. Kocham pachnący groszek o wielobarwnych, wesołych kwiatkach. Mój balkon miał też wiele lat temu krótką przygodę z winoroślą, co pokazało mi w pełni charakter tych niezwykłych roślin, jakimi są pnącza.

Mieszkam na drugim piętrze. Odkąd pamiętam, u sąsiadów z parteru w tym samym pionie balkon pokryty był winoroślą. W końcu sąsiedzi z piętra poniżej też „zaprosili” roślinę na swój balkon. Po jakimś czasie parę wesołych, młodych pędów zaczęło zaglądać też do nas, wyciągając wąsy w poszukiwaniu jakiegoś punktu zaczepienia. Miały szczęście – tylko czekałam, aż osiągną odpowiednią długość, aby przywiązać je do metalowych prętów pod balustradą.

To, co się działo później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Roślinie wystarczyła tak niewielka zachęta, żeby w ciągu dwóch sezonów pokryć cały front balkonu gęstą plątaniną gałązek i sięgnąć trzeciego piętra. Winorośl przemieniła balkon w niezwykłe, romantyczne miejsce, zdobiąc je, dając cień podczas upałów i osłaniając od wiatru. Wystarczyło dodać kilka skrzynek z kwiatami, aby dopełnić efekt, ale wiadomo było, kto tu rządzi ;) Ale to nie wszystko. Już po roku pędy zakwitły i wydały całkiem sporo pysznych, różowych owoców zebranych w dorodne grona! Nie da się opisać przyjemności zbierania i smakowania plonów, uzyskanych w tak nietypowy, darmowy i zupełnie bezwysiłkowy sposób :)

Sielanka jednak nie trwała długo… Pech chciał, że akurat w tym czasie, po dwóch czy trzech latach administracja bloku zarządziła ocieplenie i tynkowanie budynku od zewnątrz. Było to potrzebne, ale oznaczało usunięcie wszystkiego, co przeszkadzałoby w pracach. Niezwykła roślina została brutalnie ścięta przy samej ziemi. Przeżyła, ale nikt już nie zachęcał jej do pięcia się w górę. A może sama nie chciała więcej podejmować tego ryzyka? I dziś, choć minęło wiele lat, jedynie kilka krótkich pędów płoży się smutno po ziemi.

A we mnie pozostało marzenie o domku pokrytym winoroślą. I wierzę, że kiedyś się spełni :)

2 thoughts on “Historia pewnej winorośli”

    1. Ja nie przepadam za białą odmianą hodowaną u nas, ale gdyby się do mnie wspięła to kto wie, może byłaby lepsza ;)

Dodaj komentarz