Pomidory na balkonie

Pocket

Pomidory na balkonie to coraz częstszy widok i powód do dumy miejskich ogrodników. Bardzo mnie cieszy, że zrobiła się z tego moda. Chcecie dołączyć? Mam dobrą wiadomość – wyhodowanie efektownego krzaka rodzącego aromatyczne owoce nie jest wcale trudne, obserwowanie wzrostu tej wspaniałej rośliny daje mnóstwo przyjemności i satysfakcji, a jeszcze więcej – zbiór i smakowanie balkonowych owoców! Ostrzegam – jest to hobby zaraźliwe i wciągające. Ja już od kilku sezonów nie umiem sobie wyobrazić lata bez własnych pomidorków. Jeśli jeszcze nie próbowaliście swoich sił w tym temacie, zachęcam do tego w przyszłym sezonie – poniżej znajdziecie podstawowe wskazówki.

Pojemnik

Pomidory to spore rośliny, budujące dużą bryłę korzeniową, wymagają więc dużych pojemników. Jest to ważne również ze względu na ich duże zapotrzebowanie na wodę – im większy pojemnik, tym dłużej wilgotna ziemia. Możemy wykorzystać donice, wiadra, głębokie skrzynki. Ja używam okrągłych donic o głębokości i średnicy ok. 25 cm. Do każdego pojemnika sadzimy tylko jedną roślinę, ewentualnie w towarzystwie mniejszego, przyjaznego gatunku – będzie o tym mowa dalej.

Stanowisko

Jako przybysz z egzotycznych stron – Ameryki Południowej, pomidor ma specjalne wymagania. Musimy zapewnić mu ciepłe, suche oraz osłonięte od wiatru i deszczu miejsce. Najlepiej, jeśli mamy zadaszony balkon od strony południowej lub zachodniej, gdzie jest najwięcej słońca. Idealnym miejscem dla pomidorów będzie to przy ścianie (czytałam gdzieś, że najlepiej białej) lub w rogu. Z moich doświadczeń wynika, że nie musi być ono nawet bezpośrednio nasłonecznione. Ważniejsza jest ochrona przed wilgocią, która może sprzyjać chorobom grzybowym i gniciu owoców. Takie miejsce ułatwia też podwiązanie czy podparcie pomidorów jako roślin w większości pnących.

Gleba

Podłoże powinno być żyzne, bogate w próchnicę i przepuszczalne. Ja używam gotowego podłoża do warzyw z naturalnymi nawozami już na etapie siewu i rozsady. Pomidory potrzebują dużo składników mineralnych do wzrostu i wiązania owoców, dlatego korzystna będzie spora domieszka kompostu przy sadzeniu roślin na stałym miejscu – aby stanowił nawet ok. 1/3 całości.

Siew i rozsada

Aby doczekać się pierwszych owoców w środku lata (około lipca), o siewie pomidorów trzeba pamiętać już w marcu. Trzeba wiedzieć, że pomidory są wrażliwe na zimno i najpierw musimy podhodować je w cieple (w inspekcie, w mieszkaniu na parapecie), a na stałe miejsce powędrują dopiero po 15 maja, kiedy nie ma już ryzyka przymrozków.

Nasiona pomidorów sieję do małych pojemników (np. po jogurcie) w odstępie co 2,5 cm, używając dobrej ziemi z naturalnym nawozem, podlewam, przykrywam folią aby ziemia nie traciła wilgoci i stawiam na południowym oknie. Można do tego celu użyć też mini-szklarenki parapetowej. Uboga w składniki odżywcze ziemia do siewu może być niewystarczająca – siewki rozwijają się wtedy zbyt wolno. Roślinki wschodzą po około tygodniu – wtedy trzeba zdjąć folię i codziennie je podlewać.

siewki pomidorów, fot. kaboompics, Pixabay.com

Następnym etapem jest pikowanie, czyli przesadzanie pomidorków pojedynczo do większych pojemników. Robimy to, kiedy mają po cztery liście (nie licząc pierwszych tzw. liścieni). Pojemniki powinny być głębokie na ok. 10 cm – dobrze nadają się tego duże kubki po kefirze lub śmietanie. Podłoże – żyzne, próchnicze, z dużą domieszką kompostu (ja daję go ok. połowy objętości). Roślinki sadzimy głębiej, aby ziemia sięgała prawie do pierwszych listków – pomidory mają zdolność wytwarzania korzeni na zakrytej ziemią części łodygi, a większa bryła korzeniowa to silniejsza roślina.

sadzonki na moim parapecie

Tak przygotowana rozsada, obficie podlewana, czeka na odpowiedni czas (po tzw. Zimnej Zośce i Ogrodnikach), kiedy będzie można wystawić ją na zewnątrz. Początkowo można sadzonki hartować przez kilka dni, chowając na noc z powrotem do mieszkania, ale jeśli jest bardzo ciepło to nie jest to konieczne. Potem przesadzamy krzaczki pojedynczo do dużych donic, pamiętając o warstwie drenażu na dnie (z potłuczonej doniczki, kamyczków lub keramzytu) i otworach do odprowadzania nadmiaru wody. Znów wsadzamy rośliny nieco głębiej niż poprzednio, używając podłoża z dużą ilością kompostu i dodatkiem kawałków włókna kokosowego, które zatrzymuje wodę.

Pomidory jako rośliny pnące (z wyjątkiem krzaczastych odmian karłowych) wymagają podpory. Przy każdym krzaczku wbijamy znacznie wyższą od niego tyczkę lub drabinkę (np. z bambusa) i przywiązujemy do niej luźno łodygę. Inny sposób to zawiązanie jednego końca długiego sznurka u dołu łodygi, a drugiego ok. 1-1,5 m nad rośliną (np. do sznurka na bieliznę, gwoździa w ścianie, treliażu) i owijanie wokół niego łodygi w miarę rośnięcia.

Zapotrzebowanie na wodę

Trzeba podkreślić jeszcze raz, że pomidory potrzebują dużo wody. Jest ona konieczna do wzrostu i wytwarzania owoców. Codzienne obfite podlewanie jest więc niezbędne, w czasie upału nawet dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Należy przy tym unikać polewania wodą liści. Aby ziemia nie wysychała zbyt szybko, można ją pokryć z wierzchu warstwą ściółki np. ze skoszonej trawy.

fot. TePunkt, Pixabay.com

Nawożenie

Pomidory mają duże zapotrzebowanie na składniki odżywcze i wymagają zasilania nawozami. Ja preferuję tylko te naturalne. Przez kilka pierwszych tygodni po posadzeniu na stałe miejsce wystarczy wzbogacone kompostem podłoże do warzyw, ale już w fazie wiązania owoców potrzebne będzie dodatkowe wspomaganie roślin. Można dokładać kompostu, a także podlewać pomidory raz na 1-2 tygodnie nawozem płynnym – ja stosuję biohumus. Słyszałam, że dobre wyniki daje mączka z wodorostów i obornik (można kupić granulowany), ale tych nawozów jeszcze nie stosowałam. Rolę nawozu pełni również powoli rozkładająca się ściółka oraz oberwane suche liście i boczne pędy pomidorów, które zamiast wyrzucać warto położyć na ziemi pod krzakiem.

Zabiegi pielęgnacyjne i zbiór

Poza podlewaniem i nawożeniem, pnące odmiany pomidorów wymagają wspomnianego już wyżej usuwania bocznych pędów, tzw. wilków. Pojawiają się one w fazie wzrostu rośliny w kątach pomiędzy liśćmi a łodygą. Ich obrywanie powoduje, że roślina pożytkuje swoje siły na bardziej obfite kwitnienie i wiązanie owoców zamiast nadmiernego rozrostu części zielonych. Można zostawić jeden lub najwyżej dwa pędy główne. Odrosty najlepiej usuwać ręcznie lub sekatorem jak najwcześniej, kiedy są jeszcze małe, aby nie kaleczyć mocno rośliny. Zabiegu tego nie wymagają krzaczaste, niewysokie odmiany pomidorów.

Kolejnym zabiegiem, o którym dobrze pamiętać, to potrząsanie kwiatkami w celu zapylenia. Co prawda pomidory są samopylne, ale ich obupłciowe kwiaty czasem potrzebują odrobiny wiatru lub pomocy owadów, aby pyłek mógł osiąść na słupku. Jeżeli zabraknie tych czynników, część kwiatów może nie zawiązać owoców. Wiele zależy tu od odmiany pomidora, ale lepiej profilaktycznie potrząsnąć gałązkami ręcznie lub pędzelkiem, aby mieć pewność, że grona nie będą puste. Ja czasem żałuję, kiedy zdarzy mi się o tym zapomnieć, a potem widzę braki na gałązkach.

kwiaty pomidora i wiążące się owoce

Jeśli zadbamy o nasze krzaczki i cierpliwie poczekamy, z pewnością nam się odwdzięczą gronami aromatycznych owoców, które będzie można zbierać od lipca do wczesnej jesieni. Być może nie będzie ich tak wiele jak z gruntu czy szklarni, ale zapewniam – będą smakowały wyjątkowo.

Sąsiedztwo

Pomidor dobrze czuje się w towarzystwie wielu warzyw kapustnych i korzeniowych, sałaty, szpinaku. W uprawie doniczkowej można obok krzaka pomidora posadzić z powodzeniem bazylię, cebulę, aksamitki. Rośliny te będą pięknie rosły, a przy okazji odstraszały szkodniki i zapobiegały chorobom większego sąsiada.

Natomiast spokrewniony z pomidorem ziemniak, a także groch, ogórek i koper włoski nie są dla niego najlepszym towarzystwem i lepiej, gdy znajdą się nieco dalej.

pomidory w sąsiedztwie bazylii

Odmiany

Pomidor jako jedno z najpopularniejszych warzyw posiada niezliczoną liczbę odmian. Rośliny różnią się pokrojem (pnące, krzaczaste, karłowe), wielkością, kolorem i smakiem owoców, a także odpornością na warunki atmosferyczne. Do uprawy doniczkowej nadają się szczególnie odmiany krzaczaste oraz koktajlowe (cherry) o drobnych, słodkich owocach. W pojemnikach rośliny będą mniejsze i mniej plenne niż w warunkach szklarniowych, także ich owoce osiągną raczej drobniejsze rozmiary, ale na pewno można poeksperymentować z każdą odmianą. U mnie w tym roku całkiem nieźle udały się ciemne pomidory Indigo i malinowe koktajlówki Minibel.

A Wy już cieszycie się swoimi zbiorami? Chcecie spróbować swoich sił w uprawie balkonowej? Podzielcie się swoimi doświadczeniami.

2 thoughts on “Pomidory na balkonie”

  1. U mnie pomidory i pomidorki koktajlowe w zeszłym roku porosły jak szalone pierwsze plony zebrałem – ale potem w którymś momencie pojawiły się pajęczynki małe – pomyślałem coś pajączek albo inne takie.. więc nie zareagowałem dopiero gdy się coś zaczęło dziać z roślinami(wyraźne odbarwienia na liściach) – to poszedłem do marketu popytalem – na pomidorki podali mi coś eko, pryskałem zgodnie z zaleceniami – nie pomogło , rozmnożyły się tylko przędziorki w tym czasie ( przeniosły się też nawet na oddaloną różę) roślinki nie przetrwały niestety. Posiadasz jakieś rady na te małe potworki? Chemiczne opryski by pomogły ale pewnie nie najlepiej by wpłyneły na owoce…

    1. Na pomidorach nie miałam nigdy przędziorków. Wszelkie szkodniki staram się wykryć jak najwcześniej, bo jak opanują całą roślinę to trudno z nimi wygrać. Jak jest mało to usuwam mechanicznie, najważniejsze to zmyć jajka, np. mokrym wacikiem – często są na spodniej części liści. Naturalne opryski wg. książeczki Piotra Kardasza „Minidziałka na balkonie” na przędziorki: napar z czosnku, krwawnika, wyciąg (zalać zimną wodą) korzenia lub lisci mniszka lekarskiego, kwiatu rumianku.

Dodaj komentarz