Lato w pełni – co się dzieje na moim balkonie

Pocket

No i mamy lato w pełni, słońce praży, co i rusz przetacza się fala tropikalnych upałów, nie omijając rzecz jasna mojego balkonu. A wiele tam się dzieje, są radości i smutki, bo cieszę się plonami, ale też pojawiają się nieuniknione problemy i znaki zapytania wymagające wyjaśnienia, a ja przekonuję się, że to naprawdę niełatwe zadanie stawiać trafne diagnozy, znajdować rozwiązania, panować nad sytuacją i jeszcze opisywać ją na bieżąco. To jest natura, żywioł, ciągła zmiana! Widzę teraz jak ogromna wiedza jest potrzebna, żeby zrozumieć naturę. I pokora.

Tak się składa, że mam teraz znacznie mniej czasu wolnego i niestety odbija się to nie tylko na żywotności tego bloga, ale też na mojej balkonowej działalności. Cóż, życie, miejskie życie… Szczęśliwi ci, którzy mogą być ogrodnikami pełnowymiarowo, po prostu żyć w taki sposób. W mieście to trudne, tutaj można być co najwyżej ogrodnikiem na etacie, weekendowo, z doskoku, hobbystycznie lub balkonowo ;) A to nie to samo, nie to samo… Zaledwie namiastka. Tutaj nie można być takim prawdziwym Ogrodnikiem jeśli wiecie co mam na myśli, ale trzeba robić co się da :)

Rośliny wymagają ciągłej uwagi, stałego kontaktu. Inaczej łatwo przegapić pierwsze symptomy choroby, zignorować atak szkodnika… Problem powiększa się błyskawicznie i trzeba natychmiast reagować – i jeszcze wiedzieć jak. Nie, nie spotkała mnie żadna klęska żywiołowa, ale problemy się pojawiają. Na balkonie zrobiło się trochę jesiennie – żółknące, usychające lub obsychające na brzegach liście, przekwitnięte kwiaty. To też taka pora roku, późne lato, zieleń traci pierwszą wiosenną świeżość, dojrzewają owoce, nasiona. Zaczyna się schyłek, koniec okresu wegetacji.

Moim roślinkom z pewnością doskwiera upał i słoneczna południowa wystawa – wiele z nich ma obeschnięte i przebarwione liście. Myślę, że problemem jest nierówny dostęp do wody w ciągu dnia – podlewam je rano i wieczorem, ale torfowe podłoże szybko przepuszcza wodę i wysycha w ostrym słońcu, a nie wszystkie pojemniki mają podstawki (jakoś ciągle nie mam kiedy kupić…). Trzeba będzie pomyśleć o lepszym rozwiązaniu. System nawadniający? Jakoś nie lubię rurek między skrzynkami. Może warto natomiast zainwestować w ekologiczny hydrożel?

Obwiniając o wszystko słońce zignorowałam pierwsze symptomy choroby u ogórka i chyba już po nim :( To był szczególny ogórek, mój pierwszy własny, w dodatku z ciekawym życiorysem – został nawet cyrkowym akrobatą na zaprzyjaźnionym blogu ;) https://diytozts.blogspot.ie/2017/08/22-wyzwanie-ale-cyrk.html

Pomidory, papryka i cukinia mogą z kolei cierpieć na jakieś niedobory, nie wyglądają idealnie, ale nie jest to dla mnie łatwe do zdiagnozowania. Oj, wiele, wiele nauki przede mną :)

Mam też do czynienia ze szkodnikami, ale do większej plagi na szczęście nie doszło. Usuwam je mechanicznie i to wystarcza. Stale pojawiają się zielone i czarne mszyce, ale jestem czujna i szybko strzepuję je pędzelkiem na podstawkę – i za balkon. Przędziorki atakujące truskawkę spłukałam wodą i więcej się nie pojawiły. Coś też nadżera liście oregano i pomidora, ale na niewielką skalę – usuwam zakażone liście. W tak niewielkim ogródku można nad tym zapanować bez używania drastyczniejszych środków.

Warzywa i owoce

„Od świętej Klary są już ładne dary” – ogłosił mój kalendarz 11 sierpnia. Powiedzmy otwarcie, jeśli chodzi o mój balkon plony nie są jakoś wyjątkowo obfite, coś jednak tu i ówdzie urosło, dojrzało, wydało owoc. Do samowystarczalności żywnościowej z pewnością jeszcze mi daleko, ale i tak twierdzę, że radość i satysfakcja z każdego, nawet najmniejszego wyhodowanego samodzielnie pomidorka smakuje lepiej niż micha kupnych malinówek, choćby najsłodszych ;)

Obserwuję warzywa owocujące, jak skupiają się na wydaniu owoców – ich wzrost jest już zahamowany, wygląd nieco zbiedniały, liście utraciły wiosenną świeżość, starsze czasem żółkną i usychają. Owocowanie to dla roślin w balkonowych warunkach wyraźnie duży wysiłek.

Nareszcie dojrzewają moje pomidorki koktajlowe. Krzaki nie urosły pokaźne, największy (fioletowy Dark Opal – zdjęcie na początku wpisu) sięgnął sufitu. Ma też najwięcej owoców w długich gronach, pozostałe mniej.

A to żółty wielkogroniasty Polen w balkonowej wersji mini i czerwony Supersweet 100:

W okresie owocowania krzaczki straciły nieco dolnych liści, które obsychają i żółkną. Wspomagam je teraz biohumusem, ściółkuję, ale chyba im jednak czegoś brakuje, być może potasu. Takie objawy mogą być też spowodowane nierównomiernym dostępem do wody w czasie dnia.

Ogórki po zawiązaniu pierwszych owoców wyraźnie straciły siły, przyhamowały wzrost i kwitnienie. Starszemu zbladły liście, pojawiły się na nich suche plamy i zaczęły zamierać, krzak przestał rosnąć. Miał trzy owoce, z czego tylko pierwszy dorodny i ładnie wybarwiony. Nieco zlekceważyłam te objawy, aż biedak stracił wszystkie dolne liście i zaczął wyglądać naprawdę źle. Z drugim ogórkiem też zaczęło się podobnie dziać w dolnej części i dopiero wtedy pomyślałam, że to może nie tylko upał jest winien.

Ogórki są podatne na choroby grzybowe, podejrzewam, że to mączniak rzekomy. Nie pomyślałam o profilaktycznych działaniach, tak ładnie przecież rosły… Ordynuję im teraz opryski z drożdży, może młodszego da się uratować, ma zawiązki kolejnych owoców. Tak czy owak ogórki nie są łatwe w uprawie i wyhodowanie tych kilku sztuk (nie były gorzkie, łagodne i soczyste!) to chyba jednak sukces :)

Melon pracuje długo i niestrudzenie nad jednym owocem, który osiągnął już wielkość pięści, no, piąstki ;) Jest wciąż zielony i lekko prążkowany (nie wiem jaki ma być i jak poznać, że jest dojrzały) i ma pęknięcie, z którego w porę wygoniłam żerującego bezczelnie skorka. Podwiązałam go, żeby się nie urwał przedwcześnie :) Krzaczek jest zdrowy, bardzo obficie kwitł, ale niezbyt owocnie, choć znalazłam jeszcze drugi mały zawiązek – może coś z niego będzie?

Cukinia, bohaterka poprzedniego wpisu też straciła wiele liści i i miała przestój po wydaniu słynnego owocu. Nie wygląda już tak pięknie jak w czasach młodości, ale pojawiły się nowe pąki, kilka obumarło, ale teraz zaczyna znów kwitnąć. Może jeszcze się czegoś doczekamy?

Dojrzewają powoli owoce papryki, po dwa na roślinę, było więcej kwiatów i zawiązków, ale większość opadła. Krzaczki są zdrowe, ale niezbyt bujne, straciły po parę liści. Podejrzewam, że doniczki są trochę za małe, może też jakieś niedobory.

Jest też pełny sukces – za drugim podejściem udała mi się sałata, tym razem dębolistna. Rosła ładnie, przez wiele tygodni miała zdrowe i smaczne liście (i czemu jej nie zrobiłam zdjęcia?), ale egzemplarze posadzone w skrzynce z fasolą były bardzo drobne. Posiałam też inną starą odmianę, ale szybko wybiła w pęd kwiatowy… Chyba dużo zależy od gatunku, nie każdy toleruje pojemnikowe warunki. Teraz rośnie już trzecia generacja – kolejna próba z sałatą liściową, o której pisałam tutaj Test podłoża dla sałaty

Długo cieszyłam się dziką rukolą, którą uwielbiam jako dodatek do pomidorów. Posiana w marcu przez 3-4 miesiące dostarczała mi aromatycznych listków. Nie trzeba jej wiele i choć była drobna, całkowicie zaspokajała moje potrzeby. Kiedy liście zgrubiały i pojawiły się pędy nasienne, ustąpiła miejsca innym warzywom.

Kilka dni temu zebrałam czosnek w ilości trzech główek niezbyt imponujących rozmiarów. Małe jest piękne, nieprawdaż? ;)

Nie oczekiwałam gigantów, skrzynka była raczej za płytka, ale to, co dzieje się pod ziemią jest dla mnie szczególnie ciekawe i chciałam zobaczyć jak jeden posadzony ząbek rozrasta się w całą główkę. Szkoda, że nie można obserwować tego procesu dzień po dniu.

Ładnie rozrosła się fasola, pokrywając podpory z góry na dół, ostatnio niestety traci dolne liście. Trzy ciekawe gatunki (nakrapiany Jaś, Berlotti i Kew Blue) kwitły na biało, czerwono i różowo, a teraz rośliny pokryły piękne czerwono nakrapiane, zielone i fioletowe strączki. Traktuję je ozdobnie, nasiona zbiorę na siew w przyszłym roku.

Lędźwian wygląda bardzo niepozornie, wręcz rachitycznie, ale też zawiązał parę strączków. Nie znałam tej rośliny, z wyglądu przypomina groch.

Spokojnie i zdrowo rośnie sobie jarmuż, woli półcieniste miejsce, gdzie przeniosłam go ze słońca, już nie traci liści.

Z nowości pojawiła się boćwina (burak liściowy). Znacznie lepiej rosną egzemplarze przesadzone do skrzynki z czosnkiem (teraz już same) niż te w sąsiedztwie sałaty, różnica jest ogromna. Zagadka – czy to z powodu sąsiedztwa, czy przesadzenia?

A z owoców dojrzewają poziomki wiszące, nie jest ich zbyt wiele, ale są duże i słodkie. Dwa krzaczki chorują, mają obeschnięte brzegi liści, z czego jeden nie owocuje – chyba mają zbyt płytkie doniczki, ten w głębszej jest najokazalszy. Mimo to jestem z nich dumna, wyhodowałam je z nasion i czas oczekiwania na owoce był dość długi.

Zioła i rośliny przyprawowe

Mój mini-ogródek ziołowy dobrze spełnia swoje zadanie. Niewielka ilość świeżych liści zupełnie mi wystarcza i wygodnie mieć je pod ręką. Najmniej problemowe są pietruszka, szczypiorek (fot.) i lawenda – rosną sobie same, wyglądają zdrowo i nic ode mnie nie chcą poza odrobiną wody ;)

Dość udała się bazylia (zwłaszcza rośliny posadzone w towarzystwie pomidorów) oraz oregano, choć są wrażliwe i podatne na ataki szkodników (np. mszyce) oraz nadmiar wody. Pozwoliłam im zakwitnąć. Zdrowo urosła kolendra, też kwitnie (na zdj. z oregano).

Mam też młody koperek.

Nie udała się za to kompletnie melisa, gotowa sadzonka od początku chorowała, atakowały ją szkodniki. Nie pomagało zmienianie stanowiska, przycinanie, w końcu zupełnie skarłowaciała. Drzewko laurowe za to miewa się dobrze – powolutku przybyło mu kilka dużych liści.

Kwiaty

Niestety, kwiaty w tym roku niezbyt się udały. Uwierzcie, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było tak źle… Od zewnątrz w ogóle nie ma efektu. Czerwone pelargonie (kupiłam sadzonki) trafiły się wyjątkowo słabe, karłowate – nie osiągnęły większych rozmiarów, w dodatku mają teraz przestój w kwitnieniu. Początkowo zdrowo rosnące żeniszki meksykańskie po wystawieniu na balkon miały się coraz gorzej, obsychały im liście i mimo, że cały czas obficie kwitną, nie prezentują się najlepiej. Lobelie też bywały ładniejsze.

Nie zawiodły jedynie aksamitki, ale nie mam ich zbyt wiele. No i niespodzianka-tytoń miał swoje pięć minut, kiedy obwieszony kwiatami wyglądał niemal jak storczyk, ale obecnie przekwitł.

Nagietki też zmarniały, zresztą w ogóle lepiej wyglądają w większych grupach w ogrodzie niż parę sztuk w doniczce.

A Wam co urosło, dojrzało, obrodziło? Co się nie do końca udało? Komentujcie, pochwalcie się swoimi balkonowymi dokonaniami! Pokażmy razem, co można wyhodować w doniczce. Przysyłajcie zdjęcia z opisem i podpisem na adres przesadzilam@onet.pl, z przyjemnością je opublikuję w specjalnym wpisie ☺

 

4 thoughts on “Lato w pełni – co się dzieje na moim balkonie”

  1. :D:D Melisa….. Szkoda, że nie mieszkasz blisko mnie – całą taczkę bym Ci dała melisy i oregano … Jak już raz się pojawiła, tak rozsiewa się gdzie może…

    1. Haha, dzięki, cała taczka to za dużo ? Znam melisę z różnych ogrodów i nie przypuszczałam, że może się nie udać. Ale balkon rządzi się swoimi prawami…

  2. Witaj, u mnie klęska na balkonie.Pomidorki koktajlowe urosły i zakwitły tylko nie zawiązały owoców.Podobno miały być wiatropylne .Synowa swoje zapylała pędzelkiem i ma plony.Na aksamitkach pojawił się przędziorek ,za póżno zaczęłam opryskiwaćwodą z mydłem .Zmarniały komletnie .Pelargonia była piękna ale przestała kwitnąć i żółkły jej liście ,teraz staram się ją reanimować .Nawet zioła oregano,mięta i cząber też nie wyglądają dobrze.Natomiast pokojowy kaktus i rojniki korzystają ze słońca w pełni i nic im nie jest.W sumie to mam wątpliwości czy jest sens cokolwiek hodować na takim balkonie.Póko co zachwycam się Twoimi uprawami,pomidorki są wspaniałe i te poziomeczki wyobrażam sobie ich zapach.
    Na pocieszenie kupię sobie wrzosy .
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Pomidory lepiej zapylać, z wiatrem na balkonie też bywa słabo. U mnie mimo to nie zawiązały się owoce ze wszystkich kwiatków, coś jednak jest, a co do cukinii, melona, papryki to mimo zapylania opadła większość zawiązków. Balkonowe warunki…
      Kwiaty też mi zmarniały, obeschły, ale to też taka pora, jednoroczne rośliny zwyczajnie się starzeją, żyją krótko.
      Dla mnie mimo wszystko ma to sens, bo babranie się w ziemi i patrzenie jak coś rośnie po prostu mnie cieszy ☺ Staram się nie nastawiać na cel, raczej na sam proces, wtedy jak coś nie wyjdzie, tak jak bym chciała, łatwiej przyjąć ze spokojem, bez poczucia klęski. Muszę się jeszcze przełamać i zacząć fotografować te mszyce, suche liście, choroby… ?
      A wrzosy to świetny pomysł, są piękne ☺
      pozdrawiam

Dodaj komentarz