Wiosna na moim balkonie

Pocket

Wiosna, wiosna już na dobre :) Na moim balkonie też to i owo już się zieleni. Czas na relację.

Przezimowane

Jesienią ubiegłego roku pisałam o sposobach na przezimowanie roślin wieloletnich Na balkonie po sezonie – porządki i zimowanie roślin. Do następnego sezonu chciałam przechować na balkonie truskawki, poziomki, lawendę i melisę. Zimowały w pudle i starym akwarium, w plastikowych doniczkach, opatulone folią bąbelkową i styropianem, a z wierzchu okryte gałązkami jodły. Pilnowałam, żeby ziemia była cały czas nieco wilgotna – wystarczyło podlać raz na kilka tygodni (w czasie, gdy nie było mrozu). Trzeba przyznać, że zima była bardzo łagodna, więc warunki nie były ekstremalne. Trochę prawdziwie mroźnych dni i nocy było dopiero w lutym i na początku marca. Jaki efekt? W większości przeżyły :) Po odkryciu poziomki i truskawki wyglądały tak:

Obcięłam uschnięte zeszłoroczne liście, wśród których pojawiły się już zalążki nowych. Zaczęłam częściej podlewać. Po paru tygodniach zwłaszcza poziomki zielenią się już mocno, a nawet kwitną. Truskawki budzą się opornie, jedna ma zaledwie kilka liści, a już kwitnie, druga wytwarza zalążki liści, które się nie rozwijają. Nie wiadomo, co z nich będzie. Właśnie wszystkie przesadziłam do większych doniczek uzupełniając ziemię kompostem. To powinno im pomóc.

Lawendę też mocno przycięłam, bo ubiegłoroczne gałązki były suche. Powoli pojawiają się nowe pędy. Myślę, że krzaczek potrzebuje większej doniczki – właśnie go przesadziłam.

Tylko melisa nie daje oznak życia, ale było z nią kiepsko już pod koniec ubiegłego sezonu. W zasadzie padła, przycięłam ją na jesieni bardzo krótko i chyba nic z niej nie będzie… Nie będzie zdjęcia bo nie ma co sfotografować ;)Była to gotowa sadzonka kupiona na targowisku. Z jakichś powodów nie czuła się u mnie najlepiej. Ogólnie z ziołami idzie mi na razie słabo, ale cóż, uczymy się, uczymy.

W mieszkaniu zimowały szczypiorek i oregano. Żyją, ale ciepłe mieszkanie nie służyło im najlepiej i wyglądają raczej nędznie. Je także przesadziłam dodając kompostu.

No i drzewko laurowe. Obawiałam się o nie, bo wiem, że nie jestem w stanie stworzyć mu odpowiednich warunków – zimować powinno w chłodnym, nieogrzewanym pomieszczeniu, jakiego niestety nie posiadam. Wawrzynek choruje, na liściach i łodydze pojawia się lepka wydzielina i jakieś narośla. Oczyszczam roślinę wodą, listki są sztywne i da się je wytrzeć gąbką, robiłam też oprysk z czosnku (napar ze świeżych ząbków). Roślina żyje i nawet wypuściła nowy pęd. Twarda sztuka. Już wkrótce, w maju powędruje na balkon.

Kwiaty cebulkowe

Na jesieni posadziłam też cebulki wiosennych kwiatów – narcyzów i śnieżników. Tak na próbę – uda się czy nie? Pisałam o tym tutaj: Byle do wiosny! Sadzimy cebulki kwiatowe w donicach Część z nich przezimowało na balkonie (na zdjęciach na początku wpisu – doniczki z ziemią obok truskawek i poziomek), a część w piwnicy. I tu niestety spotkała mnie porażka, choć jeszcze mam nadzieję… Wyrosły tylko narcyzy z piwnicy – kiełkować zaczęły już w lutym, za wcześnie. Początkowo trzymałam je w mieszkaniu, a na przełomie marca i kwietnia przeniosłam na balkon. Jednak poza dość nawet bujnym „szczypiorem” nic więcej się nie pojawiło. Nie chcą kwitnąć, ale może w końcu, jednak? Poczekam jeszcze – nadzieja umiera ostatnia.

Balkonowe narcyzy nie wzeszły, jedna cebulka co prawda wykiełkowała, ale kiełek obumarł. Dziś przy okazji prac na balkonie rozkopałam ziemię w doniczce – okazało się, że cebulki zgniły… Chyba przesadziłam z podlewaniem teraz, na wiosnę.

Natomiast śnieżniki w ogóle się nie pokazały. Przyczyny? Być może za rzadko podlewałam cebulki w ciągu zimy, ziemia czasem była zbyt sucha. Te w piwnicy miały za ciepło, na balkonie mogły zaszkodzić im mrozy albo też je przelałam. Poczekam jeszcze trochę, a jak już będzie pewne, że kwiatków nie będzie, zobaczę co zostało z cebulek w ziemi. No cóż, okazuje się to nie takie proste jak by się wydawało.

Posiane

A teraz czas na prezentację tegorocznych zasiewów. Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisie Sezon balkonowy 2018 – plany, w tym roku stawiam na kilka gatunków, których chciałabym się lepiej „nauczyć”. Przede wszystkim zależy mi na pomidorach. To chyba oczko w głowie większości balkonowych ogrodników. Użyłam nasion z zeszłego sezonu, których miałam za dużo i zamierzam przetestować zupełnie inne odmiany niż rok temu. Będą zatem koktajlowe: fioletowe Rosella i malinowe Malinowy Smaczek. Poza tym żółte Golden Sunrise i fioletowe Indigo. Żadnego normalnego czerwonego pomidora? „Normalnego” chyba nie, ale skusiłam się na krzaczastą czerwoną odmianę koktajlową polecaną na balkon. Miało być mało, a tu cały parapet pomidorów… Jeśli będzie jeszcze wymiana nasion i sadzonek, chętnie się podzielę :) Póki co przepikowane rosną ładnie.

Jeszcze malutka papryka czerwona, ta sama co rok temu. Ale ma być bardziej udana niż w minionym sezonie!

Następny priorytet – sałata. Podhodowana w domu rozsada w ilości sztuk cztery powędrowała już na stałe miejsce na balkonie. Jest to nowa dla mnie odmiana, nasionka dostałam na wymianie od przesympatycznej ekipy permakulturowej. Pozdrawiam! :) Ciekawe, jak się uda tym razem. Sadzonki są „powyciągane” w warunkach mieszkaniowych, gdzie zawsze jest dla nich za ciemno, ale powinny się wkrótce wzmocnić.  Do ziemi dodałam dużo kompostu.

Nie może zabraknąć pietruszki naciowej, która początkowo rośnie powoli, ale jest naprawdę łatwa i niekłopotliwa w uprawie. Po przerwaniu zbyt gęsto rosnących kiełków, pozostałe już się wzmacniają i zaczynają nabierać tempa.

Rzodkiewka też ma się dobrze, w skrzynce obok rukola i dzika rukola. Uwielbiam jej dodatek w sałatkach, dlatego mi na niej szczególnie zależy. W zeszłym roku rosła mi raczej słabo, teraz też jest bardzo drobna. Trzeba koniecznie zgłębić temat.

Bazylia też być musi. W ubiegłym sezonie rosła mi całkiem nieźle w towarzystwie pomidorów. Mam nadzieję na powtórzenie tego sukcesu. Na razie małe roślinki czekają na pikowanie. Chyba znów przegapiłam odpowiednie dni wg kalendarza biodynamicznego… Obok kwiatek-niespodzianka od wspomnianej wyżej ekipy ;) Z dużych nasion wzeszły tylko dwa, jedna siewka padła, jedna została. To może być duże coś, chyba trzeba przesadzić do większego pojemnika. A po lewej „plantacja” tytoniu. Zapominam zrobić przerywkę, a już trzeba koniecznie. Najrzadziej bywam w tym pokoju i takie skutki…

Na koniec aksamitki. W tym temacie jak w żadnym innym czułam się ekspertem, hoduję je od dzieciństwa i zawsze rosły bezproblemowo, a teraz… Siewki zachorowały i padły – nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło!

Na szczęście posiałam je jeszcze w innym pojemniku i wydawały się zdrowe, jednak też coś z nimi jest nie tak. Roślinki w większości są słabe, niektóre mają zniekształcone liście i już zawiązują pączki kwiatowe. Raczej nic z nich nie będzie. Nie pamiętam i niestety nie zapisałam, czy posiałam nasiona kupione w zeszłym sezonie czy zebrane z balkonu. Jeśli te drugie, być może jest to jakaś przekombinowana odmiana, z której nie można uzyskać wartościowych nasion. Tak bywa z nasionami konwencjonalnymi, dlatego staram się w większości używać naturalnych, ekologicznych.

Takie to wieści z mojego balkonu i parapetu, trochę dobre, trochę złe. Zobaczymy co będzie dalej. Mam nadzieję, że Wam rośnie zdrowo – zapraszam do komentowania :)

Dodaj komentarz