Sezon balkonowy 2018 – plany

Pocket

Wybaczcie mi proszę moją zmniejszoną aktywność na blogu, co przez zimę może było bardziej do podarowania niż teraz, kiedy sezon ogrodniczy rozpoczął się na dobre. Niestety życie pozabalkonowe pochłania mnie i moją energię bardziej niż bym chciała… Tymczasem zrobiła się już połowa kwietnia, hmmm… nawet druga połowa. Że nadeszła wiosna to mało powiedziane – w sumie mamy lato ;) Z pisaniem, owszem, nie nadążam, ale pierwsze prace ogrodnicze udało mi się w tak zwanym międzyczasie uskutecznić. Ale o tym będzie wkrótce, teraz słówko o planach na bieżący sezon.

Otóż podsumowania poprzedniego sezonu niestety też na blogu zabrakło (nad czym szczerze ubolewam), więc pokrótce powiem tylko, że nie oceniam go źle, ale parę rzeczy chciałabym zmienić czy poprawić. Oto moje postanowienia na sezon 2018, sformułowane na podstawie spostrzeżeń i wniosków z poprzedniego roku (bynajmniej nie jestem najlepsza w postanowieniach, a zwłaszcza ich realizacji, ale upublicznienie ich na blogu może być dodatkową motywacją ;). A więc:

Trzymać się ściśle zaleceń kalendarza biodynamicznego. To podstawa w ogrodnictwie naturalnym, kalendarz ten jest ściśle związany z metodą biodynamiczną. Wskazuje on terminy prac ogrodniczych zgodnie z naturalnym rytmem księżyca, co wpływa na wzrost roślin i wielkość plonów. Pewne dni sprzyjają rozwojowi roślin, których plonem ma być korzeń, liść, kwiat lub owoc – wtedy powinno się wykonywać wszelkie prace ogrodnicze z daną grupą roślin a zaniechać ich w czasie okresów niekorzystnych. Takie podejście, polegające na dostosowaniu się do naturalnych cyklów i rytmu przyrody wydaje mi się bardzo sensowne.

Przestrzeganie tych zaleceń nie jest jednak wcale łatwe, zwłaszcza, gdy żyjemy w mieście i podlegamy innym, sztucznym rytmom, jak np. grafik w pracy ;) Dlatego w zeszłym roku nie bardzo mi się udawało zgrać swoje chęci i czas wolny z kalendarzem biodynamicznym, nie zawsze też pamiętałam, żeby zajrzeć na odpowiednią stronkę w internecie.

W tym roku nabyłam kalendarz drukowany, aby zawsze mieć go pod ręką i móc robić w nim notatki. Jak na razie udaje mi się trzymać zaleceń i kiedy np. przegapiłam dni „korzeniowe”, kiedy powinnam posiać rzodkiewkę, czekałam cierpliwie na następne. I na rzodkiewkę trzeba będzie poczekać dłużej – trudno. Natura uczy pokory!

Postawić na jakość, nie ilość. Pomidory, ogórki, cukinia, rzodkiewka, czosnek, fasola, lędźwian, sałata, boćwina, papryka, jarmuż, melon, truskawki, poziomki, bazylia, oregano, wawrzyn, lawenda, pietruszka, koper, kolendra, szczypiorek, aksamitki, nagietki, pelargonie, żeniszek meksykański, róża miniaturowa, tytoń, lobelia…

To wszystko miałam w zeszłym sezonie na 4-metrowym balkonie. W sumie 28 gatunków, o ile wszystko pamiętam, nie licząc odmian. Efekt? Balkon, owszem, zielony, ale… nieduże plony, choroby, szkodniki. Nie było tragicznie, np. regularne zbieranie mszyc uratowało wiele roślin, ale nie nad wszystkim udało mi się zapanować. Od lipca miałam mniej czasu na zajmowanie się balkonem. Za późno zareagowałam na chorobę ogórka, nie zauważyłam w porę szkodnika na schowanym nieco w kącie jarmużu – opanował od spodu wszystkie liście i nie dało się już nic zrobić. Być może robiłam błędy w kwestii nawożenia, podlewania. Niektóre rośliny zupełnie się nie udały – większość sałat przedwcześnie wybiła w pędy kwiatowe, koperek był bardzo mizerny, papryka, ogórki, cukinia zaowocowały bardzo skąpo… Nie miałam wystarczająco czasu, aby skupić się na każdej roślinie, dobrze poznać jej wymagania.

W tym roku chciałabym się skoncentrować na roślinach, na których najbardziej mi zależy, obserwować je pilnie, lepiej poznać i stworzyć im jak najlepsze warunki. A więc: pomidory, sałata, rukola, rzodkiewka, papryka, truskawki, poziomki, zioła to priorytet. Chyba spróbuję jeszcze raz z cukinią, ale ogórki sobie odpuszczę. Kwiaty – aksamitki to moje kultowe kwiatki, muszą być i już :) Poza tym mam nasiona maciejki, wilca, tytoniu ozdobnego, jednak głównie myślę o zakupie sadzonek pelargonii zwisającej. Chyba jej nawet nigdy nie miałam, czy to możliwe?

Zrobić częściowy remont balkonu. Balkon został standardowo pomalowany na biało, tak jak wszystkie balkony w bloku. Ile to było lat temu to już nie wiadomo, ogólnie farba na ścianach wygląda jeszcze dobrze, a całość świeżo, jednak tu i ówdzie widać już zniszczenia. Przede wszystkim trzeba coś zrobić z obłażącą z tynku i farby barierką – kupiłam już zaprawę do uzupełniania ubytków i zamierzam pobawić się w murarza i malarza ;)

Sufit też nieco się łuszczy, na szczęście nie widać go na zdjęciach ;D Kolejna sprawa to podłoga – stara wykładzina jest już bardzo zniszczona i koniecznie trzeba położyć coś nowego. Wchodzą w grę raczej niskobudżetowe rozwiązania – może sztuczna trawka, jaką widziałam ostatnio w centrum budowlano-ogrodniczym? Brzmi głupio, ale wcale nie wygląda źle. Cóż, balkon to jednak nie to samo co prawdziwy ogród. Co jak co, ale żywego trawnika raczej tu nie będzie…

Uzupełnić wyposażenie. Myślę o zdobyciu jakiegoś mebla, przydałaby się fajna półka lub schodki. Stół jest już zniszczony, ale praktyczny. Pod nim mam podręczny magazynek na doniczki, ziemię itp. Może by go tak zasłonić np. matą bambusową? Przydałoby się też kilka dodatkowych dużych donic na pomidory i inne warzywa.

To tyle z grubsza. Mam nadzieję, że plany uda się zrealizować, a efekty będę mogła zaprezentować w kolejnych wpisach :)

Podzielcie się swoimi planami w komentarzach, zapraszam :)

1 thought on “Sezon balkonowy 2018 – plany”

  1. Pingback: Remont zrobiony czyli długi weekend na balkonie - Przesadziłam.pl

Dodaj komentarz