Raj między cukinią a pomidorem – garstka myśli i trochę zdjęć

Pocket

Parę lat temu miałam okazję mieszkać i pracować przez jakiś czas w niezwykłym miejscu. Była to ukryta w lesie ekologiczna osada zamieszkana przez pewną wspólnotę. Ludzie ci pragnęli realizować ideał życia w bliskości i harmonii z naturą, która dostarcza wszystkiego, co potrzeba do życia. Uprawiali warzywa, owoce, zioła, hodowali zwierzęta, wytwarzając na własne potrzeby naturalną żywność i leki. Jako że i duch ma swoje potrzeby, poza bogatym życiem wspólnotowym pełnym miłości, muzyki i radosnych świąt ważne było dla nich to, aby żyć w pięknym otoczeniu. Mieszkańcy dokładali wszelkich starań, aby wioska wyglądała jak rajski ogród. Wszystko tonęło w zieleni, wszędzie rosły wielobarwne kwiaty, kwitnące krzewy i drzewka owocowe. Były tam całe kwietne doliny i łąki, szklarnie pełne egzotycznych roślin i wrzasku papug, malownicze oczka wodne i fontanny. Wszędzie było słychać świergot ptaków i odgłosy innych, żyjących tam zwierząt. W uroczych zakątkach stały ławki zachęcające do tego, aby usiąść i zachwycać się tym pięknem wokół i po prostu być w tym małym ziemskim raju.

Niestety, ławki te zawsze świeciły pustkami, bo osadnicy cały czas byli zajęci pracą. Nie mieli kiedy na nich odpoczywać. Oczywiście, pracy w niemal samowystarczalnej wiosce zawsze było dużo, ale mieszkańcy stale powiększali ogrody, sadzili więcej kwiatów, sprowadzali nowe zwierzęta, rozbudowywali osadę. Zawsze było jakieś pilne zadanie do wykonania, nowy projekt do realizacji, plan do wdrożenia. Musiało być więcej, lepiej, bardziej.

Ten twórczy rozwój wzbudzał podziw i szacunek, jednak można było odnieść wrażenie, że coś tu jest nie tak. Ci niezwykli ludzie zdawali się wymyślać te wszystkie ulepszenia, jakby w strachu przed najkrótszą choćby chwilą bezczynności, w ucieczce przed budzącym grozę momentem, kiedy wszystko mogłoby okazać się pełne, gotowe i skończone. No bo co wtedy można ZROBIĆ? Usiąść i…? Chyba tylko, aby do tego nie dopuścić, zarządzano mycie zakurzonych ławek. Zaczęłam podejrzewać, że one po to właśnie były…

Może nie zrozumiałam filozofii życia, jaka im przyświecała, ale czy nie byli to ludzie, którzy chcieli odciąć się od cywilizacji, która chwali ciągłą gonitwę, obsesyjną pracę, zachłanność, coraz to nowe cele i nie ma nigdy dość niczego? W której nawet „odpoczynek”, aby był właściwy, musi być aktywny, bo nic nie robić to największy wstyd? Czy nie chodziło im o znalezienie zdrowszej, służącej rozwojowi ducha alternatywy? Myśląc, że budują raj, nieustannie przed nim uciekali. Była to raczej makieta raju, nowa scenografia do odgrywania od dawna znanego przedstawienia.

Myślę, że raj to nie miejsce. Aby się w nim znaleźć, wcale nie potrzeba wielkich ogrodów ani rzadkich kwiatów. I nie trzeba go tworzyć, tylko poszukać, bo on już jest i był cały czas. Wystarczy się tylko czasem zatrzymać, wsłuchać w siebie, właśnie na przekór wszystkiemu nic nie robić i nie bać się tego. Zrozumieć, że to nie jest złe. Pomaga w tym natura – brama do prawdziwej wiedzy o wszystkim, co jest.

Są chwile, że cień raju pojawia się na moim balkonie, gdy siedzę sobie wśród roślin. Gdzieś między cukinią a pomidorem ;) Po prostu patrzę na nie i cieszę się tym widokiem. Jestem tu i teraz, zatapiam się w sobie, w nich, poprzez nie…  I niczego więcej mi nie trzeba. Przestaję wtedy dążyć, chcieć, a jakikolwiek cel już nie jest ważny.

Na przykład ogórek – czy będzie miał owoce, czy nie, jakie to ma znaczenie? Już teraz cieszy, każdego dnia na nowo, na każdym etapie doskonały – nasienie, liść, kwiat, pęd, zalążek owocu. Nieustanne zmiany i stałość, ruch i bezruch – okazują się jednym.

Kwiat rozkwita i więdnie jednego dnia, a kiedy umiera, rodzi się owoc, nasiono, zaczątek nowej rośliny. Sucha cebula ożywa, budzi się, rośnie. Skąd wie, że przyszła wiosna? Odłamana gałązka nadal żyje, może stać się młodą rośliną. Między życiem a śmiercią nie ma wyraźnej granicy – przeciwieństwa się stapiają, są dwiema stronami tego samego.

Czy z nami może być inaczej? Przecież jesteśmy częścią tej samej natury.

Gdy przyglądamy się roślinom, te prawdy stają się coraz bardziej proste, oczywiste, zrozumiałe. Może po to tak naprawdę są obok nas te zielone istoty?

tytoń

bazylia

lobelia

nagietek lekarski

pomidor

lawenda

ogórek

aksamitka

poziomka

melon

pelargonia

cukinia

fasola

papryka

żeniszek meksykański

Zdjęcie na początku wpisu: jarmuż.

A Wam co zakwitło, urosło, zaowocowało?

11 thoughts on “Raj między cukinią a pomidorem – garstka myśli i trochę zdjęć”

  1. Fajnie że trafiłam na Twoją stronę ,bardzo cenne wiadomości jak dla mnie.Pierwszy raz zasadziłam pomidory koktajlowe ,dopiero pokazały się kwiatki /sadzonki samosiejki dostałam od działkowiczki/Ciekawa jestem czy zawiążą się owoce.
    Mam pytanie :jak przezimować na balkonie lawendę i rojniki/te ostatnie zmarzły mi zimą/
    Czym opryskać /ekologicznie/zwykłe aksamitki kwitną ale listki są w tragicznym stanie.Szkoda mi wyrzucić.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze wpisy i jeśli można to będę prosić o różne rady ogrodnicze.

    1. Witam, dziękuję za miłe słowa i zaufanie. Nie czuję się jednak żadnym ekspertem od udzielania rad, sama się uczę, eksperymentuję i o tym m.in. jest ten blog. Chcę pokazać, że każdy może hodować rośliny, bo to daje radość i o wiele więcej ☺
      Moje pomidorki koktajlowe też mam pierwszy raz, ale owoce już dojrzewają. To trwa dosyć długo, aby ciepłolubne pomidory zdążyły dojrzeć w naszym klimacie, gdzie ciepła pora jest krótka, muszą być wysiane możliwie wcześnie, w marcu lub nawet lutym. Jeśli są spóźnione, można uszczknąć wierzchołek pędu, aby roślina skoncentrowała się na wiązaniu owoców zamiast się dalej rozrastać i oczywiście usuwać wszystkie pędy boczne.
      Ja też spróbuję przezimować lawendę i kilka innych bylin, nie mam w tym na razie doświadczenia ☺ Czy się uda, to myślę, że zależy od zimy… Z tego, co wiem, to lawenda pochodzi znad Morza Śródziemnego i boi się mrozów. Doniczkę na pewno trzeba ocieplić od spodu i po bokach np. styropianem, warstwą kartonu, matą słomianą lub folią bąbelkową, dobrze umieścić razem całą grupę roślin w doniczkach np. w pudle, a przestrzeń między doniczkami wypełnić taką izolacją i np. suchymi liśćmi. Z wierzchu rośliny ochronią gałązki iglaków, słoma (chochoły), agrowłóknina, małe można ochronić przyciętą butelką plastikową. Myślę też o wykorzystaniu starego akwarium jako „szklarni” ?
      Inną, pewniejszą metodą jest przechowanie zimą ciepłolubnych bylin w nieogrzewanym pomieszczeniu o temp. 5-10 st. i ograniczenie podlewania, ale to jest trudne w mieszkaniu. Na balkonie zawsze jest ryzyko, ale trzeba być dobrej myśli.
      Trzymam kciuki za Twoje roślinki, czekam na wieści, powodzenia! ☺

    2. A aksamitki chorują? Niszczy je jakiś szkodnik? Listki mogą zmieniać barwę i podsychać od ostrego słońca, tak się dzieje na moim południowym balkonie, gdzie jest prawdziwa „patelnia”. Te stojące w bardziej cienistym miejscu wyglądają zdrowo, czasem wystarczy zmienić miejsce.

      1. Dzięki za radę,moje aksamitki nie marnieją od słońca ,wczoraj odkryłam że listki połączone są jakby pajęczynką a w niej poruszają się maleńkie robaczki więc to jednak szkodnik niszczy roślinę.Opryskałam je roztworem mydła ale nie mam pojęcia czy to coś da.
        Ppozdrawiam

      2. Przypuszczam, że to przędziorki, takie małe pajączki. One lubią suchą, słoneczną pogodę, a nie znoszą wilgoci, więc zraszanie roślin powinno ograniczyć ich rozwój. U mnie zaczęły atakować truskawkę i pomogło tylko solidne opłukanie rośliny wodą z prysznica. Roztwór mydła też może pomóc, można spróbować jeszcze naparu z czosnku – 25g na 0,5 l wrzątku, zalać rozdrobniony czosnek, ostudzić i spryskać. Zalecane są też wyciągi z rumianku, mniszka lekarskiego, krwawnika, pokrzywy – liście trzeba zalać zimną wodą i pozostawić na kilkanaście godzin.

  2. Wow! I urodzaj pewny ;) Właśnie, komu raj potrzebny, gdy nie może się nim nacieszyć…Wprawdzie pracy w ogrodzie jest multum, ale czasem trzeba usiąść i przyjrzeć się temu, co nas tak pochłania, bo szybko przeminie, czasem nawet nie zdążymy się obejrzeć…
    Pozdrówka,

    1. Wszystko jeszcze malutkie (no, cukinia już już), na razie więc jem głównie oczami, ale cóż to za uczta ☺ W dużym ogrodzie jest zdecydowanie więcej pracy niż na balkonie, ale myślę, że zawsze można znaleźć jakąś równowagę i nie zapomnieć po co ten wysiłek ☺

  3. art inka-art@wp.pl says:
    9 lipca 2017 at 11:23

    Hej Justynko, przeczytałam bardzo uważnie Twój niezwykle ciekawie napisany tekst, zaprowadziłaś mnie do tego raju w którym ludzie czynili wszystko by ich życie i obcowanie z naturą dawało radość życia i cieszenie się jego ekosystemem. Ale masz rację raj nie tam, gdzie nie sięga cywilizacja, raj jest wokół nas, trzeba tylko umieć go znaleźć.
    Intryguje mnie jedna sprawa i chcę zapytać czy fotografie zamieszczonych tu roślin – to Twoja balkonowa uprawa? Jeśli Ci się to tak wspaniale udaje – to po prostu czapki z głów. Jestem pod wrażeniem z jak wielką miłością muszą być pielęgnowane by tak dostojnie i zdrowo wyglądać.
    Fajny wpis, masz cudowną osobowość, pasję i wiedzę na temat uprawy roślin – gratuluję.

    1. Dziękuję Inko, myślę, że też wiesz, gdzie znaleźć swój raj (widać to na Twoim blogu!). Przebywaj tam jak najczęściej ☺
      Tak, wszystkie zdjęcia przedstawiają roślinki z mojego balkonu w tym sezonie. Nie są bez wad, ale ładnie pozują, kiedy je poproszę, a z baardzo nieprofesjonalnym aparatem też idzie się dogadać ?

Dodaj komentarz