Postępy w zazielenianiu betonu – relacja ;)

Pocket

I tak oto mamy połowę maja, „zimna Zośka” i „ogrodnicy” już za nami, nie tacy zimni nawet jak bywało. Słońce świeci, a soczysta zieleń wokół porasta wszystko już bez żadnych oporów i zahamowań. Czynię co w mojej mocy, aby tak samo jak w dzikiej naturze działo się też w moim balkonowym ogródku i z dnia na dzień obserwuję zieloną ekspansję zagarniającą coraz to większy obszar bezbronnego betonu ;) Oby tak dalej, wystarczy im tylko pozwolić! No, trochę pomóc też trzeba, bo, nie oszukujmy się, warunki pojemnikowo-mieszkaniowe są dla roślin dość sztuczne. A więc tak to teraz wygląda:

Pisałam niedawno o rzodkiewce, ale to oczywiście nie wszystko, co można znaleźć wśród moich „upraw”. Prawdę powiedziawszy to rzodkiewka już się kończy, a pozostałe marcowe i kwietniowe zasiewy radzą sobie lepiej lub gorzej, w każdym razie coś mi tam rośnie, a to i owo nawet bardzo ładnie :) Małe początkowo roślinki trzeba było przepikować do osobnych doniczek, tak że powoli kończy mi się miejsce na parapetach ;), ale już wkrótce będzie można przenieść wszystko na stałe miejsce na balkonie. Właściwie już można, ale dla ciepłolubnych roślin najpewniejszym terminem jest po 20 maja, kiedy już nie ma ryzyka nocnych przymrozków. Na razie je od kilku dni hartuję, czyli wystawiam na zewnątrz w ciągu dnia i chowam do domu na noc. Przybyło w moim ogródku też trochę sadzonek – kilka kupiłam, kilka dostałam na wymianie, skąd mam też nowe nasiona, sukcesywnie też sieję i dosiewam nowe rośliny w zależności od terminu i potrzeb.

Tak więc cały czas mam co robić i wszystko szybko się zmienia! Póki co to mój pierwszy-samodzielny-trochę-bardziej-poważny ogrodniczy sezon i koncentruję się na obserwacji. Pojawia się wiele dylematów, np. jakiego użyć podłoża, czy, kiedy i do jak dużych pojemników daną roślinę pikować, czy posiać w domu czy od razu na stałym miejscu, jakie rośliny można połączyć, w którym momencie siać nową partię, aby uzyskać ciągłość zbioru itd. Trafna decyzja z pewnością wymaga wiedzy, choć podręcznikowe zalecenia i normy nie zawsze odpowiadają rzeczywistości. Każde miejsce jest inne, a na wzrost każdej rośliny wpływa mnóstwo czynników – czuję teraz na własnej skórze, jak duże znaczenie ma w ogrodnictwie obserwacja, poznanie miejsca i jego uwarunkowań, doświadczenie, a także intuicja. To niesamowite, jak rośliny szybko reagują na każdą zmianę, jak każda nasza decyzja wpływa na ich rozwój. Tak więc przyznaję, ten balkonowy eksperyment to naprawdę fajna szkoła ogrodniczej praktyki :) Nauka czekania, cierpliwości i obserwacji. Mądrych decyzji. Bycia tu i teraz. Uważności.

No to czas na konkrety, zapraszam do krótkiej relacji z moich ostatnich balkonowych działań, obejrzenia ich efektów na zdjęciach i zachęcam do podzielenia się własnymi obserwacjami i doświadczeniami.

Wysiałam trzy odmiany pomidorków koktajlowych i czerwoną paprykę. Z wyjątkiem jednej odmiany (2 większe krzaczki, wysiane parę tygodni później niż 2 małe!) rosną słabo. Widzę, jak są wymagające, być może zbyt późno przesadziłam je do doniczek, czekając na „przepisowe” 4 listki? Może trzeba było wysiać je od razu indywidualnie do większych pojemników i użyć lepszej ziemi? Podłoże do siewu plus kompost wydawało mi się wystarczające. Było też mało słońca, którego potrzebują, a warunki na parapecie, nawet od południa są dalekie od szklarniowych. Jestem jednak dobrej myśli, rosną teraz szybciej i doświetlam je ile się da w słońcu.

Za to bazylia (po prawej) wybujała pięknie, mimo północnego okna. Zostawiłam całą kępkę w jednej doniczce. Najsilniejsza roślinka ma ogromne liście, uszczknęłam jej czubek i zaczyna się szybko krzewić. Jest jednak bardzo wrażliwa, parę razy gwałtownie zwiędła, choć dbam o stałą wilgotność podłoża. W czasie burzy na balkonie postawiła górny liść osłaniając się od deszczu i wiatru jak parasolem! Za to w słońcu zdaje się „rozpłaszczać” z upodobaniem :) Obok dokupione sadzonki melisy i lawendy – te wieloletnie, podhodowane już roślinki trafiły od razu na zewnątrz. W pojemniczku podrośnięta siewka oregano, jeszcze malutka, ale już ładnie się krzewi.

Rosną też pietruszka i koper. Z początku powoli (baardzo długi okres kiełkowania), teraz nieco żwawiej. Szczypiorek zawiódł – wzeszły tylko 3 roślinki. Posiałam ponadto kolendrę zdobytą na wymianie i zaczątek ziołowego kącika prezentuje się całkiem miło.

Dzika rukola także rozwija się bardzo powoli, a czytałam rady, żeby dosiewać co 2 tygodnie! Może to zimno, a może zbyt słaba ziemia? Wykiełkował i rośnie ładnie czosnek, który posadziłam między warzywami, bo odstrasza szkodniki, a jego sąsiedztwo z reguły nie przeszkadza. Mam nadzieję, że rukoli też, choć danych na ten temat nie znalazłam…

Sałata, początkowo blada i mocno wyciągnięta, wystawiona w małych pojemniczkach na balkon szybko nabrała koloru i pięknie się ukorzeniła. Przesadziłam ją na stałe miejsce do sporych donic i skrzynek po rzodkiewce. W ramach eksperymentu użyłam różnego rodzaju podłoża i stanowiska w półcieniu i słońcu, żeby zaobserwować jakie warunki jej najlepiej służą. Rośnie bardzo szybko i już widzę, że pierwsza z lewej ma najlepiej :) Więcej o tym tutaj: Test podłoża dla sałaty

Z warzyw mam jeszcze żółtą cukinię – duże nasionko i od razu duża siewka, to lubię! Na północnym oknie (niestety brak miejsca gdzie indziej) bardzo wyciągnęła łodyżkę, ale już wkrótce będzie na stałe w słońcu.

Miał być jeszcze ogórek krzaczasty, jednak z próby podkiełkowania nasion w wodzie, żeby przyśpieszyć wzejście nic nie wyszło. Posiałam w ziemi i czekam. Tak samo nasiona odmiany marmurkowej, jakie mam z ostatniej wymiany. Może jednak coś z tego będzie?

A jeśli nie, to z tej „ligi” mam jeszcze sadzonkę melona (w środku). Oferował go miły ogrodnik i kiedy widziałam, że brak amatora, jednak się skusiłam. Choć fanką melonów nigdy nie byłam to jako roślina mnie ciekawi. Czemu nie? Na zdjęciu w towarzystwie innych nabytków – niespodzianek: jarmużu i drzewka laurowego od miłej pani. Robi się egzotycznie. Nie planowałam tak trudnych wyzwań w pierwszym sezonie, ale co robić, kiedy los mi je tak podstępnie podarował? ;)

Oprócz tego posiałam następną partię rzodkiewek (tym razem odmiana „Krakowianka”) w miejsce po poprzedniej, wbrew zasadzie płodozmianu, a to z powodu braku miejsca. Z tego samego powodu hoduję następną partię sałaty (dębolistną i starą odmianę z nasion eko od znajomych) oraz bliżej nie sprecyzowane liście orientalne (z wymiany) na rozsadę w domu, bo chcę mieć jakieś wolne skrzynki na kwiatki! Potem zwolni się miejsce po sałacie.

A teraz owoce. Tutaj balkonowa klasyka: truskawki (kupiłam sadzonki) i już nieco podrośnięte poziomki z siewu. Truskawki miały już kwiatki, ale usunęłam je, żeby zmobilizować krzaczki do wzrostu po przesadzeniu do większych doniczek z dobrą ziemią i kompostem. Nie wiem, czy zaowocują w tym roku.

No i kwiaty. Najlepiej radzi sobie nagietek (zdj. poniżej), od początku na zewnątrz. Zupełnie bezproblemowa roślina, od razu duża, odporna na zimno, niewymagająca :) Wysiałam też nemezję, której nigdy wcześniej nie miałam.

Bardzo ładnie rośnie mi żeniszek meksykański (pierwsze zdjęcie poniżej, w pojemniczkach) oraz aksamitka z nowych nasion (drugie zdj., pierzaste liście). Aksamitki to pewniak, hoduję je od lat, a teraz będą miały też dodatkową funkcję – ich towarzystwo sprzyja warzywom. Lobelia (na obu fot., najmniejsze) wciąż malutka, a uczep (pierwsze zdj., po lewej) niestety zawiódł, wzeszła tylko jedna roślinka, mimo że siałam dwukrotnie i na dwa sposoby, przykrywając nasiona i pozostawiając je na powierzchni. Jest też róża miniaturowa, którą miałam w mieszkaniu (widoczna na zdj. całego balkonu na początku wpisu).

I kolejna niespodzianka. Zamiast zasianej mięty pieprzowej wzeszły dwie dziwne roślinki, które internetowa społeczność ogrodników w większości zidentyfikowała jako… tytoń (na zdj. powyżej największa roślina). Mogłam powiedzieć: dziękuję, nie palę, ale to podobno tytoń ozdobny, piękny i pachnący kwiat, więc bez uprzedzeń! A może coś jeszcze ciekawszego z tego urośnie? Nie wszystko trzeba kontrolować w stu procentach :)

Dodaj komentarz