Lipcowe życie balkonowe

Pocket

Najwyższy czas na relację co się dzieje na moim balkonie. A dzieje się wiele, od majowego Wielkiego Sadzenia minęło już około półtora miesiąca. Rośliny znalazły się na swoich stałych miejscach i rosną, kwitną, owocują… Sceneria zmienia się z dnia na dzień, a ja jak zwykle nie nadążam z aparatem i „piórem”, żeby choć w przybliżeniu pokazać aktualną sytuację. Tak mają flegmatycy ze spóźnionym zapłonem ;) Dobrze, że jako tako nadążam z konewką, a to i tak ledwo co, bo do obsługi jest całkiem sporo skrzynek i doniczek. Trochę wytchnienia dało mi kilka deszczowych i chłodniejszych dni w ostatnim czasie – nie trzeba było zbyt często podlewać ani padać od upału. Tak więc zyskałam wreszcie nieco energii, aby spożytkować ją w postaci aktywności blogowej. Co niniejszym czynię, zresztą z przyjemnością :)

Ale dość przydługawych wstępów, przejdźmy do konkretów. No to jak tam moje uprawy?

Pomidory rosną nie najgorzej, kwitną i zawiązują owoce. Nie będzie ich bardzo dużo, ale grona są spore i zdrowe. Są jeszcze niedojrzałe, ale przyjemne jest to długie oczekiwanie. Wzrost roślin jest już spowolniony, żółkną dolne liście. Pamiętam o usuwaniu „wilków”, czyli bocznych odrostów, obfitym podlewaniu i nawożeniu biohumusem. Dodałam im też ostatnio kompostu. Najciekawiej wygląda odmiana Indigo o czarnych w niedojrzałej fazie owocach. Ciekawe, jakie osiągną rozmiary – na razie są wielkości orzechów włoskich.

Krzaczasta odmiana koktajlowa – roślinki pozostają karłowate, wysokie na ok. 40 cm i nie wymagają podpór. Na czubku tworzą kwiaty i owoce. Obok „normalne” odmiany, które podwiązuję sznurkiem.

A takie grona zawiązała podłużna żółta odmiana Golden Sunrise:

To z kolei fioletowe pomidorki koktajlowe Rosella:

Papryka też kwitnie i zawiązuje owocki. U jednej roślinki usunęłam pierwszy kwiat z głównego pędu, co powinno dać szansę na zawiązanie się większej ilości owoców. Zobaczę jaki będzie wynik w porównaniu z drugim krzaczkiem.

Co do sałaty to na razie bez sukcesów. Mało powiedziane – bądźmy szczerzy, otóż wcale nie ma sałaty :D Zamiast niej urosło takie coś:


Co to jest? Do końca nie wiadomo, ale podejrzewam, że burak liściowy. Nasiona dostałam na wymianie od pewnych początkujących ogrodników przekonanych, że to sałata. Choć nasiona były jak na sałatę raczej dziwne, uwierzyłam, posiałam wczesną wiosną i… w sumie ładnie to rośnie. Zanim się zorientowałam, że to jednak nie sałata, minęło sporo czasu. Wtedy to posiałam prawdziwą sałatę, ale ponieważ było cały czas gorąco, nie chciała nawet wzejść! Dopiero ponowna próba, w mieszkaniu, na północnym oknie (plus ochłodzenie) przyniosła jakieś rezultaty. I mam takie oto sałaty ;)

Na szczęście jest to warzywo o krótkim okresie wegetacji, rośnie szybko, więc przed końcem sezonu powinnam zdążyć poznać jego smak.

Nie zawodzi rzodkiewka – to już druga generacja w tym roku:

Obok dzielnie rośnie jarmuż. Jest jeszcze mały, ale traci od dołu liście. Chyba czas go przesadzić do większej doniczki.

Cukinia z wymiany zajęła cały róg balkonu. To inna odmiana niż zeszłoroczna – tym razem zielona. Kwitnie obficie, rośnie jak szalona i nawet zaczyna płożyć się po podłodze. Dwoi się i troi, czym oczywiście zdobyła moje serce, jednak nie zawiązuje owoców. Zakwitł tylko jeden kwiat żeński, ale akurat nie było mnie przez dwa dni w domu i nie zdążyłam go zapylić… Inne obumarły w zalążku. Nie tracę jednak nadziei, dokarmiam moją cukinię kompostem i biohumusem. Zawsze przecież można ją traktować jako ozdobę. Zresztą kwiaty cukinii też są jadalne, jeśli ktoś nie wie ;)

Tam, gdzie rosną poziomki, zawsze jest miło :) Nie ma może za wiele owoców, ale każdy z nich to prawdziwy rarytas – słodki i aromatyczny. Mała wielka przyjemność.

Wśród ziół przoduje bazylia – pięknie rośnie w towarzystwie pomidorów. Kilka roślin to aż za wiele jak na moje potrzeby, nie nadążam ich przycinać!

Dobrze ma się też mięta pomarańczowa (kupiłam sadzonkę) – rośnie szybko i trzeba ją przycinać. Jeden mały listek wspaniale aromatyzuje każdą herbatę. Przezimowany zeszłoroczny szczypiorek też radzi sobie nieźle – roślinki znacznie się wzmocniły i również mam z nich pożytek.

Niezbyt udały mi się w tym roku pnącza. Wilec nie wiedzieć czemu rośnie słabo i nie chce kwitnąć. Niestety nie  mam już nasion odmiany, którą rozmnażałam kiedyś z roku na rok – była niezawodna. Groszek, który dostałam na wymianie też osiągnął niewielkie rozmiary. Posiana razem z nimi maciejka też jest jakaś rachityczna i choruje.

Cieszą mnie natomiast kwiaty. Na balkonie w tym roku dominują odcienie różu. Pelargonia zwisła kwitnie coraz obficiej.

Zakwitł nareszcie także różowy tytoń ozdobny. Był niespodzianką i odkryciem zeszłego sezonu. Jak jego nasiona znalazły się w torebce z napisem „mięta pieprzowa”? Nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że radykalnie zmienił moje stereotypowe skojarzenia związane z hasłem „tytoń”. Teraz to dla mnie po prostu piękny kwiat :) Masz uprzedzenia do jakiejś rośliny? Posiej ją!

Aksamitki u mnie zawsze muszą być – radośnie towarzyszą warzywom i innym kwiatom. Kwitnie też lawenda, której udało się przeżyć zimę.

Tak z grubsza wygląda mój ogródek. Miło tu posiedzieć w ciepłe popołudnie :)

 

 

 

 

1 thought on “Lipcowe życie balkonowe”

  1. Cudownie i imponująco wygląda Twoja mini plantacja – tu dzieje się magia :-) Aż trudno uwierzyć że mieścisz tyle roślin na jednym niedużym balkonie. Justynko, miło popatrzeć na tak pięknie zaprezentowaną pasę – dajesz swoim roślinkom dużo serca i jest im u Ciebie dobrze – to widać :-)

Dodaj komentarz